W dziewiętnastym wieku umieralność wśród dzieci poniżej piątego roku życia wynosiła 50%. Nic dziwnego, że potomstwo, które przeżyło były rozpieszczane przez rodziców. Właśnie wtedy po raz pierwszy zaczęto zwracać uwagę na rolę jaką pełni okres dzieciństwa na rozwój człowieka. Zauważono, że zabawki wspomagają rozwój dziecka oraz pomagają mu w wdrążaniu się w życie społeczne. Nic dziwnego, że stały się one nieodłącznym akcesorium dziecięcego pokoju.
Ogólną prawdą jest, że dzieci poznając świat biorą wszystko co jest w ich zasięgu do ust. Dlatego dziś dużą uwagę przykłada się do materiałów z jakich produkuje się zabawki. Kiedyś nie było to tak oczywiste. Nie zwracano uwagi na rozmiar elementów zabawek, materiałów i farb wykorzystywanych przy produkcji. Bardzo często prowadziło to do uciążliwych chorób i niejednokrotnie do śmierci.
Do połowy XIX wieku zabawki barwiono głównie naturalnymi barwnikami pochodzenia roślinnego - urzetom, marzanną, indygo, kampeszom, kurkumą, czy zwierzęcego - purpurą tyryjską i koszenilą. Po 1858 roku na popularności zaczęły zyskiwać barwniki azowe. Nie wiedziano wówczas, że te barwniki mogą powodować wzmacnianie się nietolerancji salicylanów (np. aspiryny), nasilenie astmy, wystąpienie pokrzywki czy być źródłem nadpobudliwości u dzieci. Podejrzewa się je również o działanie kancerogenne.
Aby uzyskać biel, używano węglanu wapnia. Biały barwnik (tzw. biel wiedeńska) w postaci farby wodnej w niedużych ilościach uważany jest za nieszkodliwy. Jednak jego nadmiar, do którego mogło prowadzić wnikanie barwnika podczas brania zabawek do ust, prowadził do zaparć i bólów brzucha.
Czerwoną farbę pozyskiwano z rtęci. Już w starożytności wchodził w skład barwników i szminek. Jednak spożycie związków rtęci skutkuje m.in. ślinotokiem, wymiotami, krwawą biegunką, martwicą błony śluzowej jelit.
Pierwszym symptomem było ostre pieczenie w przełyku. W większości rtęć po dostaniu się do organizmu wywołuje chorobę zwaną rtęcicą. Uszkadzała ona układ nerwowy i hormonalny. Niszczy również dziąsła, wargi, zęby oraz mózg. Rtęć kumulowała się w nerkach prowadząc do ich niewydolności i do śmierci.
Kolejnym niebezpiecznym barwnikiem był ołów. Stosowano go również do otrzymania białych i czerwonych farb. Zatrucie ołowiem, czyli ołowica, objawiało się bezsennością, osłabieniem, brakiem łaknienia i zaburzeniem wzroku. Z czasem uszkodzeniu ulegały organy wewnętrzne, np. wątroba i nerki.
Jednym z najbardziej niebezpiecznych barwników była zieleń arszenikowa. Już sama nazwa wskazywała na niebezpieczną substancję. Jednak w XIX wieku arszenik był postrzegany jako "cudowny składnik", który nie tylko wchodził w skład farb, ale był również obowiązkowym medykamentem w aptece oraz ulubionym kosmetykiem kobiet w tamtych czasach. Był on jednym z najgroźniejszych, ponieważ bardzo łatwo wchłaniał się przez organizm, nawet przez kontakt ze skórą, nie miał też smaku ani zapachu, który mógłby zniechęcić dziecko.
Jeśli dziecko nie odwodniło się w skutek wymiotów i biegunek, miało szanse przeżyć. Jednak zatrucie mogło być przewlekłe co w późniejszym czasie skutkowało żółtaczką i uszkodzeniem układu nerwowego albo rakiem.
W dziewiętnastowiecznym świecie zabawki były cichymi zabójcami. Farby, którymi je malowano nie należały do bezpiecznych. Jednak z drugiej strony, po raz pierwszy dorośli zwrócili w takim stopniu uwagę na okres dzieciństwa u potomstwa, a nawet na poważnie zaczęto zajmować się produkcją zabawek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz