niedziela, 27 września 2015

Zabójcza cena piękna

Kobiety od zawsze pragnęły być piękne i atrakcyjne dla płci przeciwnej. Nawet te, które uchodziły za idealne znajdywały w sobie wady. Dlatego od zarania dziejów stosowały różne zabiegi mające je upiększyć. Już w starożytnym Egipcie przejawiała się tendencja do mocnego makijażu. Mimo to, codzienna pielęgnacja i powrót, po dość długim okresie, do kąpieli i mycia się w wodzie nastąpił dopiero w XIX wieku. Nie dajmy się jednak zwieść. Początki dbania o siebie i chęć upiększania miały tragiczne skutki.

Zacznijmy może od przedstawienia ówczesnego ideału. Według dziewiętnastowiecznych standardów kobieta powinna być blada, oblana lekkim, różanym rumieńcem, zachwycać idealną, smukłą sylwetką, mieć ciemne oczy ukryte za gęstymi, długimi rzęsami i włosy poskręcane w loki.  
Oczywiście nie każda kobieta mogła sprostać temu modelowi ze względów biologicznych. Dlatego na rynku co chwila pojawiały się nowe specyfiki, które miały przybliżyć kobiety do ideałów.
Madame Recamier - dziewiętnastowieczny ideał
OCZY
Uważane przez wielu za zwierciadła duszy. Nic dziwnego, że kobiety pragnęły za wszelką cenę sprawić, aby wydawały się większe, a rzęsy, które je okalały, gęstsze, dłuższe, ciemniejsze. Dlatego do oczu używały specjalnych płynów czyszczących, które dodatkowo miały poprawiać wzrok, a aby odpowiednio się błyszczały i zwracały uwagę wkrapiano w nie sok z cytryny albo zażywano belladonnę (trujące zioło!). Na rzęsy natomiast lano kropelki gorącego wosku dla efektu "sztucznych rzęs".  
Te zabiegi często kończyły się odczepieniem rogówki i trwałą ślepotą.

USTA
Przy malowaniu ust wzorowano się na antyku (same nazwy to sugerowały - Beaume a l'Antique). Kobiety używały specjalnych balsamów, które miały zapobiegać suchości, pęknięciom oraz nadawać lekkiego połysku.
Prawdziwa szminka narodziła się dopiero pod koniec wieku - w 1883 roku. Odbiegała jednak od obecnej pod wieloma względami. Pałeczkę do malowania ust, jak wtedy ją nazywano, robiono z pszczelego wosku, łoju jelenia i olejku rycynowego. Nie miała też żadnego opakowania. Po prostu zawijało się ją w kawałek bibuły. Trzeba przyznać, że nie była zbyt higieniczna.
SKÓRA TWARZY
Pudry, płyny i środki mające na celu usunięcie przebarwień stosowane w poprzednim wieku nadal nie wyszły z obiegu. Do ich produkcji stosowano rtęć, ołów i kredę. Nic dziwnego, że już młode, niezamężne dziewczyny miały poważne problemy skórne. Problem nie dotyczył jednak tylko cery. Używanie owych preparatów w najlepszym wypadku skutkowało utratą włosów, w najgorszym życia. 
Najbardziej znanym kosmetykiem tego typu był Lioton Gowlanda. W swej opowieści "Perswazje" uwieczniła go nawet Jane Austen. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że w jego skład wchodził chlorek rtęci, który skutecznie podtruwał kobiety.
Fałdy i zmarszczki maskowano natomiast grubą warstwą bieli ołowianej i kredy, które funkcjonowały pod francuską nazwą blanche, czyli bielidło. Koniec końców szkodziły jeszcze bardziej skórze podrażniając ją i niszcząc.
Nic jednak nie mogło równać się z arszenikiem. Mówi się, że wiktoriańska Anglia tonęła w nim. Mieszany z kredą i octem był konsumowany przez kobiety niczym obiad przez wygłodzonego żebraka. Ponieważ w wyniku zatrucia kobiety bladły (alabastrowa karnacja była na wagę złota) uważano go za skuteczny. Na jego negatywy zwrócono dopiero uwagę, gdy zatruło się nim ponad 200 osób, ponieważ producent słodyczy przez pomyłkę umieścił w nich arszenik. Z życiem pożegnało się wówczas 20 osób.
(Ciekawostka: Arszenik zażywali również panowie. Wierzono, że pomaga on z problemami natury seksualnej. Łatwo przewidzieć jakie były wyniki kuracji.)


ZĘBY
Do spraw higieny jamy ustnej podchodzono bardzo poważnie. W "Przewodniku dla dam, czyli rad dla płci pięknej" z 1884 roku autor piszę za nic świeżość, przyjemność rysów ust, jeżeli zęby są obarczone nieczystym mułem, który robi wstręt widokowi i powonieniu. Następnie radzi jak dbać o zęby: nie czyść zębów szczoteczką, bo gdy pooddzierasz dziąsła od kości, tedy ci z gęby nieznośnie cuchnąć będzie. Najlepiej uczynisz, jeżeli z rana i wieczorem, a także po każdym jadle czystą wodą gębę wypłuczesz, jeśli palca zamiast szczotki używać będziesz.
Niektórzy podchodzili do tego bardzo poważnie i płukali zęby na koniec posiłku, a wodę wypluwali do talerzy.
/Agnieszka Lisak – blog historyczno-obyczajowy
Nie wszyscy wierzyli jednak w działanie samej wody. Wiele osób stosowało szczoteczki, na które nakładano pastę robioną z cukru, węgla w proszku, kredy i cynamonu.
Dziś już wiemy, że pożywką dla bakterii jest cukier, więc mycie nim zębów nie jest najlepszym pomysłem.
Tępiono również krzywe, zachodzące na siebie zęby. W tym celu piłowano zęby poprzecznie, co, jak zapewniano, było "bezbolesne i nie obruszało szczęki".

WŁOSY, DŁONIE I PAZNOKCIE
Były to jedne z najmniej szkodliwych zabiegów, o ile najbezpieczniejsze. 
Włosy myto szamponami zrobionymi z żółtek i koniaku/wina/brandy. Miało to swoje uzasadnienie. Żółtka sprawiały, że włosy były bardziej błyszczące, a koniak pomagał pozbyć się nagromadzonego tłuszczu i pozostawiał przyjemny zapach. Rozdwajaniu końcówek zapobiegano miksturą z pokrzywy, soku cytryny i octu jabłkowego. Natomiast siwe włosy farbowano henną, która świetnie maskowała oznaki starości.
Mało kto wie, że sławna księżna Sisi, uważana za jedną z piękniejszych kobiet również farbowała swoje włosy.
Cesarzowa Sisi
Dłonie, które musiały być gładkie jak u rzeźby smarowano specjalnymi balsamami (do produkcji używano m.in. spermacetu, czyli tłuszczu z głowy kaszalota), a paznokcie wybielano skórką cytrynową.

SYLWETKA
Poza twarzą i typowymi atrybutami kobiecości takimi jak włosy czy zadbane dłonie, kładziono również nacisk na posturę. Idealna kobieta powinna mieć talię osy i kształtem przypominać klepsydrę. Aby to osiągnąć, kobiety były zmuszone nosić gorset. Był on dość niewygodny i niebezpieczny. Przed założeniem gorsetu należało wypuścić całe powietrze z płuc, tak aby maksymalnie pomniejszyć ich objętość. Następnie osoba trzecia (nie można było go założyć samemu) sznurowała go jak najciaśniej.
Zbyt ciasno zawiązane gorsety prowadziły do niedotlenienia organizmu i częstych omdleń. Dlatego kobiety, które osiągnęły już swój cel życiowy (czytaj wyszły za mąż) czasami odchodziły od nich i preferowały wygodniejszy ubiór.
Nie brakowało również dziewczyn w wieku nastoletnim, które po prostu się głodziły. Odmawiały przyjmowania posiłków w przekonaniu, że głodujące dziewczęta obdarzone są nadzwyczajnymi mocami i zdolnością przepowiadania przyszłości. Ta próba zwrócenia na siebie uwagi, najczęściej kończyła się zaawansowaną anoreksją i śmiercią.

Dzisiaj teoretycznie wiemy, co znajduje się w składnie kosmetyków, które używamy. Jednak nasze podejście do urody nie zmieniło się za bardzo. Wiele osób używa szkodliwych, tańszych zamienników, stosuje diety, które wyniszczają organizm, przechodzi zagrażające życiu operacje plastyczne. Dowodzi to temu, że pomimo upływu czasu, człowiek wciąż dąży do ideałów, które utrwaliły się w naszej podświadomości, i które są tak naprawdę ludzkim wymysłem niemożliwym do zrealizowania.

piątek, 25 września 2015

Najdziwniejsze trendy fotograficzne

Fotografią, tak jak wszystkim na tym świecie, rządzą trendy. Obecnie modne jest robienie tzw. selfie, czyli zdjęć autoportretowych wykonywanych telefonem trzymanym w ręku.
A jak rozwijała się fotografia w epoce wiktoriańskiej?


FOTOGRAFIA POŚMIERTELNA
Ludzie od zawsze próbowali utrwalić pamięć po zmarłym członku rodziny. Dlatego bardzo popularne stało się wykonywanie portretów trumiennych. Jednak wynajęcie dobrego malarza było kosztowne i nie każdy mógł sobie na to pozwolić. Dopiero wejście na rynek dagerotypu pozwoliło masom na utrwalenie bliskich zmarłych.
Zmarłego fotografowano z otwartymi oczami i w pozycji pionowej, tak aby wydawał się żywy. Do podtrzymywania ciała służył specjalny stojak, który unieruchamiał zmarłego.
epoka wiktoriańska
Bardzo często fotografowano w ten sposób dzieci, ponieważ takie zdjęcie robione post-mortem zwykle było jedyną pamiątką dla rodzinny.

epoka wiktoriańska


era wiktoriańska
Obecnie może wydawać się do dość przerażające, ale dla ówczesnych ludzi śmierć była czymś zupełnie naturalnym. Ludzie najczęściej umierali w swoim domu, w łóżkach. Dla bliskich nie było czymś dziwnym, że samemu myło się trupa i ubierało, a następnie przez trzy dni czuwało przy ciele.

NIEWIDZIALNE MATKI
Początkowo, aby wykonać zdjęcie trzeba było stać nieruchomo nawet kilkadziesiąt minut. Oczywiste jest, że małe dziecko nie jest w stanie wytrzymać samo tak długiego czasu bez ruchu. Dlatego matki w ukryciu podtrzymywały swoje pociechy. Zazwyczaj chowały się pod różnymi kocami, dywanami czy firankami i chustami.
epoka-wiktorianska-foto-2c

epoka-wiktorianska-foto-2e


epoka-wiktorianska-foto-2g

BEZ GŁOWY
Innym dziwnym trendem były zdjęcia portretowe bez głów. Powstawały w skutek nakładania na siebie wielu negatywów.Miały one charakter komiczny. Ich celem było bawienie mieszkańców domu jak i gości. Świadczyło one o poczuciu humory gospodarza.





epoka wiktoriańska


MATKA AMERYKANKA
Gdy w Europie panowała moda na wynajmowanie mamek (kobiet, które zawodowo karmiły cudze dzieci piersią), Ameryka podchodziła do tej kwestii zupełnie inaczej. Amerykanki, stanowiąc opozycje dla wygodnych Europejek, same karmiły swoje dzieci. Jakby na potwierdzenie tego faktu zaczęły fotografować się podczas karmienia, w pewien sposób chcąc utrwalić wzorzec kobiety, który niepodzielnie łączył się z macierzyństwem.
epoka wiktoriańska zdjęcia

epoka wiktoriańska zdjęcia


epoka-wiktorianska-foto-4e
Jak widać, od początku fotografia służyła człowiekowi do tych samych celów. Zawsze chcieliśmy zatrzymać dzięki niej wspomnienia o najbliższych, przekazać jakieś treści lub po prostu pobawić się iluzją.


czwartek, 24 września 2015

W tym roku Tomek dostanie pod chionkę... śmierć

W dziewiętnastym wieku umieralność wśród dzieci poniżej piątego roku życia wynosiła 50%. Nic dziwnego, że potomstwo, które przeżyło były rozpieszczane przez rodziców. Właśnie wtedy po raz pierwszy zaczęto zwracać uwagę na rolę jaką pełni okres dzieciństwa na rozwój człowieka. Zauważono, że zabawki wspomagają rozwój dziecka oraz pomagają mu w wdrążaniu się w życie społeczne. Nic dziwnego, że stały się one nieodłącznym akcesorium dziecięcego pokoju.
Ogólną prawdą jest, że dzieci poznając świat biorą wszystko co jest w ich zasięgu do ust. Dlatego dziś dużą uwagę przykłada się do materiałów z jakich produkuje się zabawki. Kiedyś nie było to tak oczywiste. Nie zwracano uwagi na rozmiar elementów zabawek, materiałów i farb wykorzystywanych przy produkcji. Bardzo często prowadziło to do uciążliwych chorób i niejednokrotnie do śmierci.
Do połowy XIX wieku zabawki barwiono głównie naturalnymi barwnikami pochodzenia roślinnego - urzetom, marzanną, indygo, kampeszom, kurkumą, czy zwierzęcego - purpurą tyryjską i koszenilą. Po 1858 roku na popularności zaczęły zyskiwać barwniki azowe. Nie wiedziano wówczas, że te barwniki mogą powodować wzmacnianie się nietolerancji salicylanów (np. aspiryny), nasilenie astmy, wystąpienie pokrzywki czy być źródłem nadpobudliwości u dzieci. Podejrzewa się je również o działanie kancerogenne.




Aby uzyskać biel, używano węglanu wapnia. Biały barwnik (tzw. biel wiedeńska) w postaci farby wodnej w niedużych ilościach uważany jest za nieszkodliwy. Jednak jego nadmiar, do którego mogło prowadzić wnikanie barwnika podczas brania zabawek do ust, prowadził do zaparć i bólów brzucha.
 Czerwoną farbę pozyskiwano z rtęci. Już w starożytności wchodził w skład barwników i szminek. Jednak spożycie związków rtęci skutkuje m.in. ślinotokiem, wymiotami, krwawą biegunką, martwicą błony śluzowej jelit.
Pierwszym symptomem było ostre pieczenie w przełyku. W większości rtęć po dostaniu się do organizmu wywołuje chorobę zwaną rtęcicą. Uszkadzała ona układ nerwowy i hormonalny. Niszczy również dziąsła, wargi, zęby oraz mózg. Rtęć kumulowała się w nerkach prowadząc do ich niewydolności i do śmierci.
Kolejnym niebezpiecznym barwnikiem był ołów. Stosowano go również do otrzymania białych i czerwonych farb. Zatrucie ołowiem, czyli ołowica, objawiało się bezsennością, osłabieniem, brakiem łaknienia i zaburzeniem wzroku. Z czasem uszkodzeniu ulegały organy wewnętrzne, np. wątroba i nerki.
Jednym z najbardziej niebezpiecznych barwników była zieleń arszenikowa. Już sama nazwa wskazywała na niebezpieczną substancję. Jednak w XIX wieku arszenik był postrzegany jako "cudowny składnik", który nie tylko wchodził w skład farb, ale był również obowiązkowym medykamentem w aptece oraz ulubionym kosmetykiem kobiet w tamtych czasach. Był on jednym z najgroźniejszych, ponieważ bardzo łatwo wchłaniał się przez organizm, nawet przez kontakt ze skórą, nie miał też smaku ani zapachu, który mógłby zniechęcić dziecko.
Jeśli dziecko nie odwodniło się w skutek wymiotów i biegunek, miało szanse przeżyć. Jednak zatrucie mogło być przewlekłe co w późniejszym czasie skutkowało żółtaczką i uszkodzeniem układu nerwowego albo rakiem.


W dziewiętnastowiecznym świecie zabawki były cichymi zabójcami. Farby, którymi je malowano nie należały do bezpiecznych. Jednak z drugiej strony, po raz pierwszy dorośli zwrócili w takim stopniu uwagę na okres dzieciństwa u potomstwa, a nawet na poważnie zaczęto zajmować się produkcją zabawek.

środa, 23 września 2015

Krótka historia Coca-Coli

John Pemberton był zwykłym aptekarzem w Atlancie. W czasie leczenia ciężkich obrażeń po udziale w wojnie secesyjnej uzależnił się od kokainy i morfiny. Dlatego później zaczął eksperymentować w swoim laboratorium nad stworzeniem specyfiku na bazie koki i orzeszków cola, który ukoiłby nerwy. Po wielu próbach, w 1886 roku, opracował odpowiednią recepturę. W tym samym roku zaczął sprzedawać swój specyfik w aptece pod hasłem "pyszny i orzeźwiający napój tak dobry, że Bóg by nim nie wzgardził". Nazwę "Coca-Cola" wymyślił dopiero wspólnik i księgowy Pembertona, Frank Robinson, który własnoręcznie wykaligrafował logo (które przetrwało aż do dziś).
Pomimo przychylnych recenzji w miejscowych gazetach początkowo sprzedaż nie była zbytnio rentowna. Przez pierwszy rok sprzedawano dziennie ok. 9 butelek za 5 centów jedna. Jednak świetność tego napoju miała dopiero nadejść. Niestety autor receptury nie dożył jej. Zmarł w 1888 roku, a po jego śmierci prawa do Coca-Coli wykupił Asa Candler, który w 1893 oficjalnie zarejestrował markę i dzięki swoim zdolnością marketingowym rozreklamował napój. W niedługim czasie stał się on hitem, a zyski ze sprzedaży osiągnęły 50 mln dolarów.
W 1903 roku nastąpiła zmiana w przepisie. Do produkcji zaczęto stosować liście koki pozbawione kokainy (we wcześniejszych latach średnio jedna szklanka zawierała 9 mg kokainy).
Trzy lata później Coca-Cola rozpoczęła się ekspansja firmy poza USA. Napój trafił m.in. na Kubę i do Panamy.


Kolejnym właścicielem marki stał się w 1919 roku bankier Ernest Woodruff, a następnie jego syn, którzy kierowali spółką do 1985 roku. W tym czasie Coca-Cola stała się światowym mocarstwem. Trafiła do Europy i Azji. Na giełdzie papierów wartościowych pojawiło się pięćset tysięcy akcji firmy po czterdzieści dolarów, które rozeszły się w ekspresowym tempie.
Wszystko za sprawą tajemnej receptury, która przez wszystkich właścicieli była pilnie strzeżona. Dopiero w 2011 roku do muzeum Coca-Coli w Atlancie trafił pierwotny przepis.
Obecnie Coca-Cola sprzedawana jest w ponad 200 krajach świata i zna ją 94% całej populacji. Marka dorobiła się miana ikony kultury masowej XX wieku i jest jedną z najlepiej prosperujących firm na świecie.
Ciekawostka na koniec. Gdyby nie barwniki dodawane do Coca-Coli, napój miałby kolor zielony :) 

wtorek, 22 września 2015

Leki na wszystko

Środki psychoaktywne towarzyszą człowiekowi od zawsze, ale historia narkotyków pojmowanych we współczesnym znaczeniu zaczyna się dopiero w XIX wieku. To wtedy pośród francuskiej bohemy pojawiła się moda na "nowość", która rozprzestrzeniła się w całej Europie. Jednak narkotyki były obecne nie tylko wśród artystów, ale w życiu każdego człowieka. Leczyły kaszel, malarię, bóle zębów... Jak więc wyglądała apteka w dziewiętnastowiecznym świecie?

KOKAINA


Po raz pierwszy wyekstrahował ją z koki Albert Niemann w 1860 roku, a już w 1884 zaczęto stosować ją w medycynie. Zazwyczaj można było ją nabyć bez problemu w aptece jako specyfik uśmierzający ból zębów. Używano jej także w leczeniu osób uzależnionych od morfiny. Jednak ku ogólnemu zdziwieniu pacjenci bardzo często zaczynali nałogowo zażywać obydwóch substancji.

O jej popularność świadczył chociażby fakt, że sławna opowieść Doktor Jekyll i pan Hyde została napisana podczas sześciodniowej sesji kokainowej autora, a Sherlock Holmes, jeden z najbardziej znanych bohaterów powieści detektywistycznych, również nałogowo nadużywał tego środka.

MORFINA

Wyodrębnił ja po raz pierwszy niemiecki chemik w 1804 roku. Jej kilkunastokrotne użycie powoduje uzależnienie fizyczne - psychiczne następuje już po kilku razach. Jednak dzięki swoim licznym leczniczym właściwością jej stosowanie było na porządku dziennym. Podawano ją małym dzieciom, aby nie płakały podczas ząbkowania, wierzono, że była ona remedium na kaszel, astmę, zapalenie płuc, malarię,.... Nie wiązano z nią jednak występowania stanów depresyjnych (morfina jest jedną z substancji zaliczanych do depresantów), zapadaniem w śpiączkę czy niewydolnością oddechową.  

OPIUM

W wiktoriańskiej Anglii ten narkotyk przeżywał swój renesans. Na wszystkich ulicach roiło się od palarni opium, gdzie wielu mężczyzn spędzało wolny czas. Nie brakło takich spelun również w Stanach Zjednoczonych oraz w Chinach, gdzie próba ograniczenia przewozu opium skończyła się dwoma wojnami opiumowymi.
Głównym powodem jego spożywania były właściwości uspokajające, nasenne i odurzające, które pozwalały uciec od codziennych problemów. Jednak przedawkowanie prawie zawsze kończyło się zgonem.

LAUDANUM

Kolejnym popularnym lekarstwem było laudanum. Składało się z 10% opium i 90% alkoholu. Do smaku dodawano cynamonu i goździków. Pełniło funkcję leku znieczulającego podawanego głównie kobietą podczas miesiączek. Jego zaletą była cena o wiele niższa niż cena ginu i wina, ponieważ jako lekarstwo nie było objęte podatkiem akcyzowym. Niestety było bardzo uzależniające, a skutki zażywania śmiertelne. Jego ofiarom padła m.in. żona Abrahama Lincolna.

HEROINA
Została wypuszczona na rynek w 1898 roku przez koncern Bayer. Widziano w niej duży potencjał komercyjny, ponieważ działała silniej od morfiny. Miała leczyć bóle, kaszel, gruźlicę oraz zapalenie płuc. Ochotnicy, którzy go testowali odczuli nagły przypływ heroizmu, stąd też nazwa, oraz polepszenie stanu zdrowia.
"Wonder drug" w tamtych czasach była uważana za bezpieczną, nieuzależniającą, a więc wyprzedzającą pod tym względem morfinę, oraz skuteczną.

Dziewiętnasty wiek obfitował w specyfiki, które obecnie nie są dopuszczane do obrotu. Ludzie wierzyli w potęgę tych leków i z przymrużeniem oka traktowali skutki uboczne oraz falę uzależnień. Duży wpływ na to miała też niewiedza konsumentów.
Nie wiadomo ile osób padło ofiarom owych medykamentów, ale nie brakowało uzależnionych wśród wielkich ludzi tego okresu (często nie tylko od jednego narkotyku), m.in. Edgar Alan Poe, Charles Dickens czy John Keats.  

niedziela, 20 września 2015

Historia tatuażu





Człowiek od zawsze pragnął modyfikować swoje ciało, wyróżniać się z tłumu. Jednym ze sposobów na to były tatuaże.
Pierwotnie miały znaczenie głównie rytualne, a pozwolić sobie na nie mogli tylko nieliczni, np. wojownicy. Szczególnie rozpowszechnione były one wśród kultur polinezyjskich (to właśnie od samoańskiego słowa "tatau" pochodzi określenie "tatuaż"), w obrębie wysp nowozelandzkich czy pośród ludów Ameryki Południowej i Łacińskiej (już w tamtych czasach potrafili oni wykonywać dentotatuaże, czyli tatuaże wykonywane na zębach). Również w Europie, już w starożytności ludzie często ozdabiali swoje ciała - większość rzymskich legionistów z dumą nosiło napis SPQR, a w pobliskim Egipcie już około 2-3 tysięcy lat temu tatuowano całe ciała.
tradycyjny tatuaż z Samoa
Wydawać by się mogło, że wraz z nastaniem średniowiecza, tatuowanie zostało całkowicie wyeliminowane w Europie. Jednak wbrew pozorom sztuka tatuowanie wcale nie zniknęła. W tym okresie tatuaże przeobraziły się w formę pamiątek, którą stosowali pielgrzymi odbywający podróż do miejsc świętych. Najczęściej tatuowano krzyż jerozolimski oraz inne symbole chrześcijaństwa, które według niektórych podań miały też chronić przed złem i niepowodzeniem.


krzyż jerozolimski



Pomimo to, nie cieszyły się one zbytnią popularnością. Dopiero wielkie odkrycia geograficzne i styczność Europejczyków z ludami, dla których tatuowanie było czymś normalnym, dało początek rozwoju tej sztuki. Jednak z czasem od marynarzy, którzy ozdabiali się na wzór plemion z innych części świata, zwyczaj ten przejął światek przestępczy oraz inne zgromadzenia (w tym uczestnicy rewolucji francuskiej!), dla których stały się one tajnymi symbolami oraz znakami rozpoznawczymi.


Do dziś w niektórych ludziach zakorzenione jest przekonanie o tym, że tatuaże związane są z mroczną przeszłością oraz pobytem w więzieniu. Jednak w XXI wieku pogląd ten coraz bardziej traci na sile na rzecz szybko umacniającej się, globalnej modzie na ozdabianie swojego ciała. Zazwyczaj ku zgorszeniu starszych członków społeczeństwa. Tylko czy moda na "wzorzyste ciało" zaczęła się w XXI wieku?





W II połowie XIX wieku tatuaże, uważane we wcześniejszych latach jako źródło przenoszenia chorób, stały się wręcz obsesją. Już w 1846 roku w Nowym Jorku powstał pierwszy profesjonalny salon tatuażu. Większość klientów stanowili żołnierze, co zaskakujące zarówno ci z północy jak i z południa.
W Europie trend ten musiał poczekać jeszcze około piętnastu lat. Wszystko zaczęło się za sprawą księcia Walii, późniejszego króla Edward VII oraz jego synów.
Edward VII w 1862 roku, podczas pobytu w Jerozolimie, kazał wytatuować sobie na wzór pielgrzymów znak krzyża jerozolimskiego. Dwadzieścia lat później, jego synowie - w tym przyszły król Jerzy V, odbyli podróż do Japonii, gdzie wytatuowali sobie tradycyjne japońskie tatuaże w kształcie smoków (tatuował ich jeden z najwybitniejszych ówczesnych przedstawicieli tej sztuki - Hori Chiyo). W drodze powrotnej zatrzymali się w Jerozolimie, aby zrobić ten sam tatuaż u tego samego człowieka co ich ojciec.
Wydarzenie to, głośno komentowane w prasie, zmieniło pogląd na ich temat. Od tego czasu tatuaże przestały być postrzegane jako informacja czy pamiątka. Rozpoczęła się era tatuaży o charakterze ozdoby, pełnych kolorów, skomplikowanych, szczegółowych, przedstawiających różne motywy.
Szczególnie modę tą upodobała sobie arystokracja oraz rody królewskie, a znanymi posiadaczami tatuaży byli m.in. król Szwecji Oskar II Bernadotte, władca Danii Fryderyk IX czy car Mikołaj II, arcyksiążęta austriaccy Rudolf i Franciszek Ferdynand Habsburgowie, wielcy książęta rosyjscy Aleksy i Konstanty, książę Franz von Teck, para królewska Grecji Olga i Jerzy I, król Norwegii Haakon VII i wielu innych członków rodów królewskich Europy.


Zdjęcie numer 6 w galerii - Malowane ptaki. Historia kobiecego tatuażu
Nora Hildebrandt - pierwsza wytatuowana kobieta


król Danii Fryderyk IX



Po pewnym czasie bezsensowne kompozycje zaczęto zastępować tatuażami inspirowanymi literaturą, malarstwem, kulturą Dalekiego Wschodu. Przywiązywano też coraz większą wagę do jakości.
To właśnie w tym okresie powstał pierwszy salon w Londynie (założony przez Davida Purdy w 1870 roku).
Kolejnym przełomem było wynalezienie elektrycznej maszynki do tatuowania w latach 90 XIX wieku, dzięki czemu robienie trudnych wzorów stało się łatwiejsze, a co za tym idzie tańsze. Tym samym tatuaże trafiły do szerszego grona ludzi i do dziś cieszą się niesłabnącą popularnością.








Czary mary większe rozmiary

Piercing jest dość radykalną ingerencją w swoje ciało. Jednak mało kto wie, że w wiktoriańskiej Anglii moda na przekłuwanie bardzo szybko rozwijała się wśród elit społeczeństwa jak i nizin. Wszystko za sprawą przekonania, że kolczyki w miejscach intymnych "działają cuda".

Kolczyki zazwyczaj miały kształt metalowych kółek zakończonych kulką, które łączono ze sobą łańcuszkami. Kobiety najczęściej przekłuwały sobie sutki w wierze, że zapewnią im one większą przyjemność podczas miłosnych uniesień oraz sprawią, że piersi w dość szybkim czasie urosną do "lepszych" rozmiarów. Zabiegowi temu poddawały się głównie panie z wyższych sfer, ale pośród miłośników piercingu nie zabrakło klasy średniej czy prostytutek.

Mężczyźni nie chcą zostać w tyle za kobietami również kolczykowali się w miejscach intymnych. W tym wypadku nie były to jednak piersi...
W tamtym okresie panowała moda na bardzo obcisłe spodnie, które dokładnie opinały krocze. A kolczyki przyczepiane do specjalnych  haczyków instalowanych w spodniach dodatkowo wybrzuszały materiał dając pożądany przez panów efekt.
Co ciekawe jednym z najbardziej znanych posiadaczy "magicznych powiększaczy" był książę Albert - mąż królowej Wiktorii. Ponoć poddał się temu zabiegowi jeszcze przed ślubem.

Jak widać moda na kolczykowanie miejsc intymnych pomimo pewnego okresu zastoju w późniejszych czasach powróciła na nowo. Ludzie coraz częściej przekłuwają swoje ciała w dość nietypowych miejscach, nie wiedząc nawet, że nie są pionierami w tej dziedzinie piercingu.